Tajemnica etykiet


 

Woman shopping at the supermarket

Czasami w oczekiwaniu na swoją kolej przy sklepowej kasie klient spogląda na etykiety produktów jakie włożył do koszyka. I bardzo często ma wrażenie, że opis zawarty na opakowaniu został tak napisany, żeby nie dało się w pełni rozpoznać z czego zrobiony jest kryjący się w środku artykuł. A przecież ma pełne prawo do tego by wiedzieć dokładnie co kupuje i co spożywa. Wciąż jednak nawet w rzetelnie wyglądających opisach mogą kryć się pewne kruczki. Chcąc pretendować do miana świadomego klienta trzeba zdawać sobie sprawę z tego co dokładnie zawarte jest na etykiecie.

Jeśli interesuje cię czy konkretnego składnika danego produktu jest dużo, nie musisz analizować małych cyferek. Półprodukty wymienione są na etykiecie w kolejności malejącej. Oznacza to, ze pierwszy na liście składnik występuje w największej ilości, podczas gdy ostatniego jest najmniej. Warto sprawdzić jak wygląda ilościowy skład jedzenia, bo może okazać się, że na przykład napój jabłkowy obok jabłek nigdy nawet nie leżał.

Na etykietach można również spotkać się z ogólnikami. Taki przypadek ma miejsce bardzo często w przypadku produktów zawierających tłuszcze roślinna. Dla producenta jest to bardzo korzystne, by na etykiecie znalazł się jedynie ogólnik, gdyż w trakcie produkcji może go dowolnie zmieniać. Zawsze lepiej jest wybierać te artykuły żywnościowe, które w opisie posiadają konkretnie wymienione składniki.

Czasami wręcz zdarza się, że producenci w celach marketingowych nadają swoim produktom nazwy mające przyciągnąć klienta, ale nie mające wiele wspólnego z faktyczną zawartością opakowania. Warto zwrócić uwagę czy na etykiecie wymienione są składniki odpowiadające samej nazwie produktu. Bo jeszcze zdarza się czasami, ze na przykład ryba w sosie cytrynowym nie zawiera nawet miligrama soku cytrynowego.

Według przepisów producent musi w widocznym miejscu umieścić informację o tym, że dany artykuł wykonany został ze składników modyfikowanych genetycznie. Znając niechętny stosunek klientów do GMO, niektórzy starają się taką informację ukryć pod postacią drobnego druku lub mało mówiącej grafiki. Należy raczej unikać takich firm, bo próba chowania takich informacji nie świadczy zbyt dobrze o ich uczciwości.

Najtrudniej jest jednak w przypadku żywności przetworzonej, która zawiera w sobie wiele dodatkowych substancji konserwujących lub barwiących. Te zwykle nie są wymieniane z nazwy, ale ukrywane pod słynnym już symbolem „E”. Trudno jest wozić ze sobą listę wszystkich znaczników i sprawdzać je na bieżąco w sklepie, chociaż mobilny Internet i smartfony z pewnością sprawią, że będzie to niebawem powszechna praktyka. Być może pojawią się aplikacje, które po zeskanowaniu kodu kreskowego wyjaśnią tajniki jego składu w prostych słowach. Do tego czasu warto nauczyć się oznaczeń tych konserwantów czy ulepszaczy, które są uznawane za szkodliwe – na przykład E-284 czyli kwas borny (konserwant) lub E-123 czyli amarant (barwnik). Lista nie jest długa i po kilku podejściach łatwo ją zapamiętać i korzystać z tej wiedzy przy wybieraniu zdrowych produktów dla siebie i rodziny.

Podziel się